Dobra zabawa, relaks na świeżym powietrzu w cudownej scenerii drzew owocowych i dawka mocnych emocji czekała na nas w Sadach Klemensa. Od bramy, stylizowanej ogromnymi, drewnianymi skrzynkami powitała nas wróżka- asystentka Klemensa, która była naszą przewodniczką po labiryncie pełnych niespodzianek. Całą przygodę rozpoczęliśmy od poszukiwania sadownika w Kretowisku, przejechaliśmy się owocową ciuchcią i z ogromnych klocków na terenie tężni solankowej zbudowaliśmy bramę. Ale Klemensa nigdzie nie było. Zatem Leśnym Torem przeszkód przeszliśmy do Strachowiska. I tu wśród strachów na wróble, pajęczyn, szkieletów nietoperzy i olbrzymich pająków mogliśmy sobie pokrzyczeć do woli. Klemens jednak nas nie słyszał. W strefie relaksu na piaszczystej plaży rozwijaliśmy zmysły,a na zielonych pagórkach sprawność ruchową tocząc, turlając i rzucając do siebie arbuzowe piłki różnej wielkości. Obiad pod chmurką umilił czas pobytu i dodał energii do odkrywania kolejnych atrakcji. Na koniec jeszcze skoki na trampolinach, dmuchańcach, przejście po linach w rumianym kilkumetrowym jabłuszku, warsztaty z gliny i nasza przygoda w owocowych sadach dobiegła końca. I choć nie udało nam się spotkać Klemensa to wróciliśmy pełni wrażeń i dobrych wspomnień.

W sadach Klemensa